Ogień trawi strażaków z Chicago. Lewandowski doleje oliwy czy ugasi pożar?


Dwie porażki, zero goli. Początek Lewandowskiego w MLS to brutalna aklimatyzacja do realiów, bez Yamala, bez Pedriego i bez Barcelony...

28 lipca 2026 Ogień trawi strażaków z Chicago. Lewandowski doleje oliwy czy ugasi pożar?

Kapitan reprezentacji Polski Robert Lewandowski wylądował za oceanem jako największa gwiazda Chicago Fire od lat. Kibice w Polsce liczyli na natychmiastową adaptację. W USA na kibicowską miłość będzie trzeba jeszcze poczekać. Na stadion na miarę historii, jaka towarzyszy Chicago Fire, McDonald’s Park, trzeba jeszcze poczekać minimum do 2028 roku. Po tygodniu rzeczywistości bilans wygląda surowo. Dwie przegrane i wciąż puste konto strzeleckie. Jednak historia wielkich transferów rzadko zaczyna się od fajerwerków. Czasem zaczyna się od cierpliwości i mozolnej pracy. Pytanie, na ile tej cierpliwości wystarczy.


Udostępnij na Udostępnij na

Z Barcelony prosto do Jackowa

Transfer ogłoszono 29 czerwca. Lewandowski, wolny agent po wygaśnięciu kontraktu z Barceloną, podpisał dwuletnią umowę z opcją przedłużenia i zajął miejsce „Designated Player” w drużynie z Chicago. Jest to opcja, którą odblokowuje MLS dla zespołów na pozyskanie jednej topowej gwiazdy do zespołu. Klub jest w stanie zaoferować niebotycznie większy kontrakt takiemu zawodnikowi w porównaniu z resztą składu, a liga nie nakłada na to żadnych kar, podatków. Podobnie jak to było w przypadku Messiego do Interu Miami, Marco Reusa do LA Galaxy czy Heung-min Sona do LA FC. Liga ma przez to się wyrównać, co skutecznie ma ograniczyć dominację jednego zespołu przez kilka sezonów. Dla „Strażaków” to był ruch nie tylko sportowy, lecz także wizerunkowy. Miasto z silną Polonią, klub budujący nowy stadion i szkoleniowiec Gregg Berhalter, który głośno mówił, że chce sprowadzać zawodników światowej klasy. Piłkarzy najlepszych obok Messiego w zestawieniu umiejętności.

Lewandowski

Rozjechana rzeczywistość

Plan wyglądał prosto na papierze. Chicago wracało do gry po przerwie na mistrzostwa świata 2026, a debiut Polaka miał przypaść na 16 lipca przeciwko Vancouver Whitecaps. Polak miał zagrać przeciwko byłemu koledze z Bayernu, Thomasowi Müllerowi. Smog i warunki atmosferyczne w Chicago zmusiły do przełożenia meczu. Pierwszy występ „Lewego” przesunął się więc o tydzień. Siedem, osiem dni treningów, siedem tygodni bez regularnej gry klubowej, upał Florydy. To nie było miękkie lądowanie, jakiego sam Lewandowski pewnie się spodziewał. To było wejście w sezon w biegu. Polak miał grać u boku Hugo Cuypersa, lidera klasyfikacji strzelców MLS, z 13 golami przed przerwą mundialową. Belg oddał nawet „9” na plecach nowemu koledze. Jednak rzeczywistość okazała się bardziej brutalna. Cuypers poprosił o odejście i już oficjalnie wylądował w CF Monterrey. W 82 meczach uzbierał 44 gole i sześć asyst. Z Lewandowskim nie rozegrał ani minuty. Duet, o którym marzyli kibice, rozpadł się, zanim powstał.

FC Argentyna pokonała Fire

22 lipca na nowym stadionie Interu Miami zespół Messiego, bez niego w składzie, pokonał Chicago 3:2. Lewandowski wyszedł od 1. minuty i spędził na boisku około 60 minut. Gola nie strzelił. Asysty też nie zaliczył. Według statystyk miał jedną zablokowaną próbę, zero strzałów celnych i 16 celnych podań na 17. Lewandowski zaliczył jeden wygrany pojedynek. Nie był to zdecydowanie debiut marzeń w wykonaniu Polaka. W ataku „Strażacy” szukali go głębiej niż klasycznego napastnika, a Polak często schodził po piłkę, tworząc przestrzeń Bambie i Haile-Selassiemu. Tylko że skrzydłowym Fire daleko do Raphini i Yamala. Serwis już nie jest ten sam, trzeba samemu coś kombinować, a jak wiemy, później może zabraknąć cię w decydujących momentach.

Ironią jest, że oba gole dla Miami zdobył Luis Suárez. Znakomity poprzednik Lewandowskiego na pozycji snajpera Barcelony. Dublet 39-latka i późny gol Plambecka zepsuły premierę. Po stronie Chicago wyrównał z ławki Dithejane. Mimo to „Strażacy” spadli z serii trzech zwycięstw. Po meczu mieli 26 punktów i mimo to wciąż pozostali w czołówce Konferencji Wschodniej. Sam Lewandowski nie uciekał od dyskusji. Przyznał, że przed meczem wiedział, iż rozegra maksymalnie godzinę i że tydzień to za mało, by być w pełni gotowym. – W piłce nigdy nie masz wszystkiego od pierwszego dnia. Musisz rozgrywać mecze, żeby zrozumieć kolegów, jak się poruszają — mówił. Brzmiało rozsądnie. Jednak w erze mediów rozsądek rzadko wygrywa z oczekiwaniem kibiców natychmiastowego hat-tricka. Klubowy żart z Twittera po debiucie był lekką próbą rozładowania napięcia. Atmosfera wokół zespołu była już wtedy gęstsza niż powietrze na Florydzie.

Just how everyone predicted! (Tak jak przewidywaliśmy!)
— @ChicagoFire (23 lipca 2026)

Nowy York lepszy od Chicago

W sobotę Fire poleciało na Bronx. New York City FC wygrało 3:1. Scena, która mówi więcej niż tysiąc słów, to gdy Lewandowski wchodzi za Haile-Selassiego, oklaski na Yankee Stadium są głośniejsze niż dla własnych bohaterów. W meczu nie ma miejsca na sentymenty, liczą się tylko punkty. Trener Berhalter celowo trzymał Polaka na ławce w pierwszej połowie. Po godzinie w Miami musiał poukładać grę od nowa. Pierwsza połowa była koszmarem. Fernández, Waterman, Ojeda i Jones dostali 3:1 przed przerwą. Drugie 45 minut z „Lewym” nie zmieniło bilansu. Zaledwie dwa strzały, zero goli, zero magii w „szesnastce”. Po dwóch występach media sumowały: około 57 kontaktów, trzy strzały, jeden celny, zero udziału w golach. Chicago spadło na 4. miejsce Konferencji Wschodniej, a New York zbliżył się na jeden punkt. Po latach bez play-offów każdy słabszy mecz kosztuje więcej niż trzy punkty. Kosztuje spokój w szatni.

Chłodna fala krytyki

W Polsce część komentarzy poszła w stronę znowu nakręcania maszyny, że Lewandowski się skończył. Brak jakości w MLS i w składzie Fire nie pomaga. Portal z Chicago odpowiedział ostro, że kibice „Strażaków” są wściekli na narrację zza oceanu. Mowa ciała drużyny na boisku i tak nie wyglądała obiecująco. Autor Tim Hotze podkreślał rzecz kluczową. Zespół przygotowywał się na grę Lewandowskiego obok Cuypersa, nie zamiast niego. Absencja Belga odsłoniła różnicę stylów. Cuypers był klasyczną, bezpośrednią „dziewiątką”. Polak często schodzi głębiej, jak w reprezentacji, i stara się pomóc w rozegraniu. Zgrać piłkę i dać szansę skrzydłowym. Tylko że nie tego potrzebuje Chicago. Bez piłkarza w polu karnym te zejścia zostawiają pustkę pod bramką. Kibice, dodatkowo podburzeni odejściem ulubieńca Cuypersa, nie chcą, żeby klub wydawał miliony na zawodnika, który nie daje zwrotu w postaci goli. Płacenie blisko 38-letniemu napastnikowi grubych pieniędzy, a pozbywanie się najlepszego strzelca ligi to dla nich pomylona strategia.

Do tego dochodzi kontuzja Mbokaziego. Długotrwały uraz uda, powrót najwcześniej w połowie września. To był jeden z filarów defensywy. Trener Berhalter szuka rozwiązań, a jednocześnie uspokaja wokół Lewandowskiego. Mimo to oczekiwania są wysokie. Potrzeba cierpliwości. Tylko czy w sezonie, który goni play-offy, cierpliwość nie staje się luksusem? Na horyzoncie wciąż pojawia się nazwisko Leona Goretzki. Chicago liczyło, że obecność byłego kolegi z Bayernu ułatwi namówienie Niemca. Jednak w środku pola potrzeba kogoś, kto ogarnie przestrzenie między liniami, a niekoniecznie kolejnego wielkiego nazwiska dla samego efektu. Jak się okazuje, transfery gwiazd bez chemii to tylko reklama na stadionie. A samym plakatem nie wygrywa się meczów.

kibice Chicago Fire, Lewandowski

Zegar tyka

Następny przystanek, Charlotte FC. Pierwszy od maja mecz domowy Chicago Fire. Pierwsza prawdziwa szansa, by kibice zobaczyli Lewandowskiego w czerwonym trykocie na własnym boisku. W 2028 roku klub przeniesie się do McDonald’s Park nad rzeką, w sercu dzielnicy The 78, a nowy stadion ma być fortecą. Tylko podwaliny pod ten sukces trzeba budować już teraz. Na razie murem nie do przejścia jest sama gra drużyny, a przede wszystkim poprawie ulec musi team spirit. Patrząc na CV Polaka, trzeba rzecz, że panika byłaby przedwczesna. Ponad 700 goli, 89 w reprezentacji, trzy wielkie ligi, tytuły z Bayernem i w Hiszpanii. To nie zawodnik, który nie umie strzelić. To zawodnik, który jeszcze nie dostał układu, w którym jego ruchy i podania skrzydłowych trafiają w tę samą nutę. A biorąc pod uwagę tempo MLS po przerwie mundialowej, wiadomo, że Messi, Son czy Griezmann nie będą czekać. Liga nie czeka na aklimatyzację, a tempo jest bezlitosne.

Jednak nie należy mylić wolnego startu z wyrokiem. Dwa mecze to za mało, by rozliczać erę. To wystarczy, by zobaczyć rysy. Brak Cuypersa, dziury w środku, kontuzje, zarządzanie minutami, oczekiwania mediów z dwóch kontynentów naraz. Ostatecznie o sukcesie zdecyduje nie pierwszy gol. Jednak ten pierwszy gol będzie jak otwarcie okna w dusznym pokoju. „Strażacy” muszą znaleźć sposób, by Lewandowski nie musiał sam gasić pożaru. Bo kapitan reprezentacji Polski przyjechał do Chicago po ogień. Pytanie tylko, czy klub poda mu tlen, zanim płomień na dobre zgaśnie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze